KATEGORIE O sportach O treningach i trenerach

12 lutego 2016

Ujeżdżenie skokowe - dywagacje

"A Pani to ujeżdżenie jeździ?". Kurtyna. Skoczek, robiący cokolwiek więcej niż jazda w trzech chodach to już ujeżdżeniowiec? To jak to jest z tym ujeżdżeniem?

flickr by sammydavisdogflickr by sammydavisdog

Trening konia skokowego nie jest skakaniem codziennie. Osobiście bardzo dużo czasu i pracy poświęcam na szlifowanie jazdy "na płasko". Może to perfekcjonizm, niektórym może wydawać się zbędne, niemniej mam pewne standardy w głowie, które najwyraźniej nie wszystkim polskim jeźdźcom są po mentalnej drodze. Faktem jest, że mam pewne (maleńkie) doświadczenie zagraniczne, ale poza objeżdżeniem na wielu koniach w różnych sytuacjach zagranicznych nie wniosło to wiele do mojego światopoglądu - wręcz przeciwnie, tam także nie wszystkim było po drodze z moją mentalnością "ujeżdżonego skoczka".

Do artykułu zainspirowały mnie powtarzające się komentarze w stajni, w której jeżdżę. Mam konia z wybitnym brakiem ruchu (natura nie obdarzyła go spektakularnością ani elastycznością; ma za to inne walory i talenty, które doceniam) i jeżdżę w skokowym siodle. To już powinny być pewne przesłanki zanim ktoś zada mi jakże często powtarzające się pytanie: "A Pani to ujeżdżenie jeździ?".

Jeżdżę w stajni przynajmniej aspirującej do bycia stajnią sportową, więc takie pytanie jest podwójnie zaskakujące. Tym bardziej, że także nie porywam się na żadne wybitnie ujeżdżeniowe ćwiczenia, a według mnie staram się nieudolnie i niezgrabnie nakłonić konia do współpracy w koślawych w naszym wykonaniu ćwiczeniach ujeżdżeniowych...

To jak to jest z tym ujeżdżeniem? Czy naprawdę każdy, kto próbuje robić coś więcej niż poruszać się w trzech chodach, musi uzyskać tytuł "pingwina"?

Wkład mojej "płaskiej pracy", która wręcz przeważa nad skokową (standardowo nie powinno się skakać z koniem częściej niż 3 razy w tygodniu, więc jakoś trzeba zagospodarować treningowo pozostały czas, aby utrzymać konia w kondycji i wypracować w nim pożądane reakcje i porozumienie z jeźdźcem), jest bezcenny. Z jazdy na jazdę widzę ogromny postęp jego sprawności fizycznej, poprawiającej się równowagi, coraz lepszego wzajemnego zrozumienia i ogólnych umiejętności.

Ujeżdżenie skokowe traktuję jak codzienną, ogólnorozwojową gimnastykę, a dni drągów i skoków jako "zabawę". To powoduje, że koń jest bardziej uważny, posłuszny, wrażliwy, czujny, skupiony, sprawny fizycznie, a gdy przychodzi czas pracy skokowej ma z niej ogromną frajdę. W ujeżdżeniu każę mu przekraczać jego limity, ale w skokach dochodzimy do nich i nie przekraczamy ich. Błędy na płasko nie mają tak srogich konsekwencji jak błędy w przekraczaniu granic w skokach. Tak długo jak długo koń widzi, że skoki to zabawa, będzie dawał z siebie wszystko i ciut więcej. Będzie całym swoim końskim serduchem z nami i czasami sam z siebie zdecyduje, że przekroczy swoje granice. Nawet doskonale przygotowany fizycznie koń może złamać się psychicznie. Wyczucie jeździeckie dotyczy nie tylko stosowania pomocy jeździeckich, czy wyprzedzania myśli konia naszymi działaniami (np. gdy czujemy, że może się czegoś przestraszyć i chcemy temu zapobiec). Wyczucie to także umiejętność oceny stanu fizycznego i psychicznego konia w kontekście stawianych mu wymagań, w tym też ocena własna - nie da się zapewnić koniowi zabawy w pracy jeśli sami podchodzimy do niej pełni napięcia powodowani np. chorymi ambicjami. Np. w pracy ujeżdżeniowej dążę do zebrania konia, ćwiczę jazdę w krótkich liniach, w pracy skokowej pozostawiam mu swobodę, jeżdżę w długich liniach i wymagam o wiele mniej, bo ma się skupić na drągach i mieć z tego "luzacką zabawę", a ćwiczenia ujeżdżeniowe i tak procentują w wymagających parkurach.

Czym jest dla mnie ujeżdżenie skokowe i czym różni się od klasycznego ujeżdżenia?

Pracując z koniem na płasko staram się stopniowo wprowadzać w zasadzie większość elementów klasycznej szkoły jeździeckiej, niemniej nie wymagam od niego "ładnego" wykonywania tychże elementów, tym bardziej że i mi brakuje ku temu kompetencji, a przede wszystkim skupiam się na reakcjach na pomoce, dążności na przód, dynamice.

Często widzi się "pingwiny" z trudem wyciskające z konia łopatkę. Koń skokowy ma zrobić łopatkę i każdy inny element w ułamku sekundy, lekko, dynamicznie. Nie musi być superpoprawna, ma być emanacją reakcji na pomoce.

Trawers na czterech śladach? Trudno, jak starczy nam chęci i samozaparcia to kiedyś dopracujemy, ale najważniejsze aby reagował na pomoce do tego ćwiczenia.

Kłus w kadencji? Może pasaż nie jest nam specjalnie potrzebny, ale ćwiczenie poruszania się w kadencji świetnie wpływa na mięśnie grzbietu i brzucha, które mogą np. poprawić baskil w skoku.

Przejścia. Nie zatrzymał się równo? Napiął się? Zadarł głowę? Trudno. Ważne, że zareagował tak szybko jak szybko pomyślałeś o przejściu. Na dwie foule przed przeszkodą nie ma czasu na "ładnie", za to jak znajdziesz czas i chęci na "ładnie" w ramach treningu, proszę bardzo. Wiadomo, że rozluźnienie, miękkość reakcji jest ważna, a to czy koń zatrzymał się na 4 nogach zależy od tego, czy równo użyłeś pomocy. Ale nie to jest najważniejsze w przygotowaniu do pracy skokowej. Na to będzie jeszcze czas, a pryncypia są inne. W ujeżdżeniu często usłyszysz od trenera, że ważniejsze jest poprawne wykonanie ćwiczenia niż zrobienie go NATYCHMIAST, więc kręci się taki jeździec na kręcącym się koniu w nieskończoność, "aż wyjdzie"... W skokach najważniejsze jest NATYCHMIAST, a na "ładnie" znajdzie się jeszcze czas.

Pryncypia skokowe są "proste" - REAKCJA, REAKCJA, REAKCJA! Jak masz reakcję, to możesz ją doszlifować. Biorąc kamień nie rzeźdzbisz od razu twarzy postaci, najpierw odłupujesz niepotrzebne elementy, przyjmujesz ogólną formę, a potem dorabiasz wysublimowane elementy.

Dzięki temu jak jest 10 koni na małej hali jestem w stanie zatrzymać konia z pełnego galopu w miejscu, albo wykonać zwrot na zadzie (piruetem tego nie nazwę) gdy ktoś zajedzie mi drogę albo ja jemu. No ale cóż, nie stanę na 4 nogach i koń wyjdzie z ustawienia ;). Trudno, ale zrobił to i nikomu nie stała się krzywda.

Skoki to bardzo pragmatyczna dyscyplina i wymaga pragmatycznych jeźdźców. Ujeżdżenie skokowe także nie jest baletem (tak jak ujeżdżenie), a raczej gimnastyką artystyczną. Ujeżdżeniowiec jeździ ujeżdżenie bo lubi, bo jest piękne, bo jego celem jest maksymalne rozwinięcie możliwości fizycznych konia, ku wyższym ideom, jednocześnie nie pozwalając koniowi na samodzielne myślenie i kreatywność. Ujeżdżenie skokowe jest potrzebne, robisz je, bo wiesz, że ma "wartość dodaną" w treningu skokowym, ma doszlifowywać przede wszystkim porozumienie i sterowność konia, jednocześnie w treningu skokowym trzeba pozostawić koniowi możliwość samodzielnego myślenia, inicjatywy i kreatywności, dlatego też nie zawsze dążenie do ujeżdżeniowego ideału ma sens.

Może powinnam się cieszyć, że ludzie tak doceniają moją pracę ujeżdżeniową, ale raczej mnie to smuci, bo wystawia to raczej bardzo słabą ocenę samym tym, którzy ujeżdżenie trenują lub do niego aspirują. Smutne jest w takim razie też to, że skoczkowie tak rzadko ćwiczą ujeżdżenie, że skoczek szlifujący koślawe elementy okazuje się złotym graalem...


KATEGORIE ARTYKUŁÓW